Wracając na sam początek krętej ścieżki macierzyństwa, zatrzymajmy się na chwili, w której odkrywasz, że nie jesteś już sama.
Przypomnij sobie, jak się wtedy czułaś. Z pewnością inaczej niż zwykle. Emocji zapewne było wiele i to nie tylko tych pozytywnych. Mam nadzieję, że bilans dodatnio-ujemny mimo wszystko przeważał jednak na plus.
Może Ten Dzień jest jeszcze przed Tobą, zatem wyobraź go sobie...
Pamiętam jak dziś, to był czwartek. Mijały 2 miesiące od naszego ślubu. Po przebudzeniu zastanawiałam się nad jakimś drobiazgiem dla Męża z tej okazji. Jako żona z krótkim stażem, najchętniej świętowałabym wtedy każdą "tygodnicę", a może i nawet "dnicę" :)
Mogłam napisać dwa słowa na małej karteczce i wsunąć pod poduszkę albo zrobić serduszko z ketchupu na kanapce, nie trzeba wiele. Chciałam jednak inaczej. Mój wzrok zatrzymał się na pudełku z testem ciążowym. Miałam czas, więc postanowiłam się tym zająć. W napięciu czekałam na wynik. Po chwili zaczęły się pojawiać kreski. Tak, kreski! Dwie kreski! Co prawda, ta druga była bardzo delikatna, ale była! Zrobiło mi się niesamowicie ciepło. Chciałam natychmiast budzić Męża i pokazać test, ale powstrzymałam się.
Zaplanowałam sobie popołudniową wizytę u ginekologa, żeby mieć pewność i pojechałam na zajęcia. Prowadziłam wtedy prezentację o nałogach. Nie mogłam się skupić. Myślałam o tej drugiej kresce. Gdy zobaczyłam małą Kropkę na USG zrobiło mi się jeszcze cieplej niż rano i nie mogłam opanować uśmiechu. Z pierwszym czarno-białym zdjęciem i testem w ręku wyruszyłam na poszukiwania odpowiedniego pudełeczka, uroczej karteczki i wykwintnej pralinki. Taki plan sobie obmyśliłam.
Na dworze było dość chłodno, jak na końcówkę listopada przystało. Za to mi było wyjątkowo gorąco. Szłam przez miasto z rozpiętą kurtką i głową pełną marzeń. Zostawiłam nauszniki w jakimś sklepie, ale to było nieistotne, odpuściłam poszukiwania. Wróciłam do domu i od razu zaproponowałam wieczorny seans w kinie i deserek w kawiarni. Nie weszliśmy jednak do sali kinowej, nie dałabym rady. Chciałam rozmawiać. Przynajmniej tak mi się wydawało. Zamówiłam sobie gorącą czekoladę, której i tak nie mogłam przełknąć z nadmiaru emocji. Mąż nie chciał nic. Patrzył na mnie, a mi jak nigdy, zabrakło słów. Wiedziałam, że coś przeczuwa. Wyciągnęłam pudełko i przesunęłam po stoliku, zdobywając się jedynie na krótkie "proszę, to dla Ciebie".
Nie zapomnę tych szklistych, lśniących oczu, które wtedy na mnie spojrzały. Czułam się wyjątkowo. Na samą myśl o maleńkiej Kropce, która stała się moją nieodłączną częścią, miałam ochotę poruszać się jak kobieta z ogromnym brzuchem, wygięta nieco do tyłu. Byłam szczęśliwa. Nie miałam pojęcia, co mnie czeka. Wszystko było takie... nowe. Najchętniej kupiłabym wtedy całą wyprawkę od razu i pochłonęła wszystkie podręczniki o macierzyństwie.
Lubię wracać myślami do Tego Dnia. Tej wyjątkowej chwili, w której po raz pierwszy poczułam się jak Mama.
A Ty w jaki sposób dałaś do zrozumienia o swoim odmiennym, błogosławionym stanie?
Jeśli jeszcze nie miałaś okazji tego zrobić, może Cię zainspiruję.
A może wymyśliłaś coś bardziej kreatywnego, podziel się :)
t<><
[klik i na fb trafisz w mig]
pobuczałam się ze wzruszenia :) przypomniałam sobie chwile sprzed roku :) dziękuję
OdpowiedzUsuńCzas płynie nieubłaganie, takie chwile warto wspominać ;)
Usuń